Nie Jest Mi Do Śmiechu – Gdy Stres Nie Mija

GDY METODY UŚMIECHU ZAWODZĄ – CZYLI GDY KRYZYS EMOCJONALNY NIE MIJA

Znasz pewnie wiele z tych metod : myśl pozytywnie, bądź szczęśliwy, nie martw się tyle a wszystko będzie dobrze, skupiaj się na plusach, bądź wdzięczny itd.

Metody, można powiedzieć wspaniałe. Mają jedną wadę. Otóż nie zawsze działają.
Jeśli doświadczasz kryzysu emocjonalnego, wypalenia zawodowego, w kolejnym jego stadium rozwoju, masz za sobą doświadczenie mobbingu lub inne traumatyczne historie np. przemocową, wypadek, napaść czy cokolwiek innego, nie jest ci do śmiechu i takie opowieści nic nie dadzą, jedynie mogą powodować poczucie niezrozumienia i złość a w efekcie oddalenie.

Bo jak tu się uśmiechać gdy czujesz w środku ból, rozdarcie, żal i całą masę jakichś bliżej nie określonych emocji?
Jak się cieszyć gdy potrzebujesz by ktoś cię wysłuchał i zrozumiał i pomógł ocenić sytuację, pobyć z tobą w tym.
Otoczenie stara się pewnie tobie pomóc, radzi, wymyśla. W którymś momecie jednak traci nadzieję i ręce opadają. Zaczyna się proces odizolowywania. Ty swoim smutkiem przerażasz, a inni nie chcą już tego widzieć ponieważ nie rozumieją sytuacji. Starasz się uśmiechać, bawić, robisz dobrą minę a w środku skręca cię własna tragedia.
Specjaliści radzą – postaw sobie cel i dąż do niego, zajmij się czym innym. Próbujesz, próbujesz i nic…. niewiele to daje. Takie działania przynoszą efekt gdy nie borykasz się z kryzysem. W przeciwnym wypadku takie rady mogą jeszcze bardziej pogrążyć i rozpalić problem.


Co się dzieje w takim razie?

Za tak silne oddziaływanie emocji odpwiada mózg. To w nim zachodzą wszelkie procesy biochemiczne i reakcje na stres. Właściwie wszystkie procesy.

Gdy doświadczasz sytuacji trudnej emocjonalnie do udźwignięcia, obojętnie czy to było doświadczenie jednorazowe np. wypadek komunikacyjny, napaść, przemoc itd lub chroniczne czyli długotrwały stres w pracy, przekształcający się w poważne wypalenie zawodowe, mobbing, czy ktoś jest ciężko chory wśród twoich najbliższych, borykasz się z kryzysem emocjonalnym.

Ma on różne rozmiary i rozwija się u każdego dość indywidualnie.
Zwykłe stresy od takich różnią się w sposób znaczący.
Stres dnia codziennego człowiek umie okiełznać, zazwyczaj posiada na to zasoby i jeśli nie trwa to zbyt długo i nie drenuje emocjonalnie szybko można sobie z nim poradzić. Natomiast sytuacje, o których mowa to zupełnie inna sprawa. Myśli, emocje, wizje zdarzenia wdzierają w niemalże każdej chwili w twój umysł. Siedzisz w tym bez względu na to czy tego chcesz czy nie. Ojjj….ile by się dało, żeby to wreszcie się zakończyło!!

Może się zakończyć ale nie musi.

Gdy generał dowodzi…..

Ten generał zawsze dowodzi. Z pewną jednak różnicą i to dość istotną.

Przywołaj teraz w myślach stan umysłu gdy jest ci dobrze, radzisz sobie bez większych problemów w ciągu życia, a nawet jeśli coś się dzieje starasz się temu zaradzić.
Masz wtedy poczucie, że to ty dowodzisz wszystkim, że masz kontrolę nad sobą, życiem, decyzjami itd. Można powiedzieć, że tak jest i nie jest. W takiej sytuacji masz kontakt z taką częścią mózgu, która odpowiada za rozumowanie, logikę, świadomość, masz kontakt ze sobą, świadomymi zasobami. Pięknie. Dlaczego więc w sytacji trudnej, kryzysowej znika gdzieś ta logika, źle się czujesz, więcej płaczesz, czujesz złość, może nawet wściekłość, bezsilność i najlepiej nie wyszedł byś z domu?

Dlaczego tak jest?

Otóż w stym stanie generał nadal dowodzi. Niestety już z innego miejsca. Część energii opuszcza świadome partie mózgu, odcinająć cię od nich i ratując inne obszary, powoduje, że zaczyna działać z pozycji układu limbicznego. To ten układ odpowiada za twoje emocje. Niestety świadomy kontakt z tym obszarem mózgu to nie taka prosta sprawa. Dlatego wszystko się tak komplikuje. Układ limbiczny odpowiada za to co czujesz w tych strasznych momentach, niejako chroniąc cię w ten sposób. Cóż za paradoks. Łzy i smutek mają chronić? Jeśli możesz płakać to rób to i nie hamuj się specjalnie. Uwalnia to dawki zatruwających cię hormonów, które krążą w twojej krwi niczym trutnie.
To czego potrzebujesz w takich sytuacjach to zrozumienie otaczającego cię środowska. Jeśli tego brak, pozostając w samotności i niosąc taki bagaż na plechach pozostajesz w swym zamknietym świecie, który w niewidoczny sposób zaczyna cię więzić coraz bardziej. Tracisz zaufanie do ludzi co w konsekwencji może spowodować samotność.
By uwolnić się od tego trzeba włożyć trochę pracy. Zrozumienie i wsparcie bliskich jest potrzebne ale niestety nie uzdrowi całej sprawy. Pomoże jednak szybciej wyjść z tego dramatycznego kręgu.

Gdy w takich sytuacjach zauważasz, że od jakiegoś czasu:

zaczynasz częściej chorować, przeziębiać się, doznawać kontuzji itd.
słabiej śpisz od dłuższego czasu
cierpisz na bezsenność lub budzisz się po kilka razy w nocy
dręczą cię koszmary
masz probelmy z odżywianiem
sięgasz po alkohol, tabletki lub inne środki wspomagające
unikasz ludzi i kontaktów z nimi
szybciej reagujesz złością i emocjami, gniewem niż zazwyczaj

Gdy zauważasz u siebie kilka chociażby z wymienionych wyżej objawów, nie czekaj dłużej aż bardziej się rozwiną. Pamietaj, że to nie minie. Powiedzenie, że czas goi rany to fikcja – owszem oddala od doświadczenia w pojęciu linearnym, nic poza tym. Zamyka emocje, utwardza je i zamyka na dnie serca.
Jak chciałoby się tego pozbyć, jak chciałoby się wrócić do normalngo stanu działania a tu czary jakieś czy co?

Współczesne metody pracy dają takie możliwości.
Możesz też sobie pomóc osobiście choć poczatkowo wydawać się to może nierealne.
Nie czekaj aż organizm w reakcji na doświadczenie silengo stresu rozwinie ci jakąś z chorób psychosomatycznych i odejmie radość życia. Wycieczki od lekarza do lekarza czy spełnianie siebie jako siebie z pomysłem na własne życie?
Możesz mieć na to wpływ.
No i to co njważniejsze, niestety nawet gdy to wszystko trochę się uspokoi, przyśnie w następnej sytuacji, nawet nie aż tak drastycznej zbudzi się ponownie i nałoży nowe emocje na stare. Jeszcze więcej do dźwigania, do cierpienia, do odczuwania. Czy musi tak być? Nie musi. Kwestia jak chcesz się o siebie zatroszczyć.

Komentarze: